Jak to wakacje dobiegły końca

stokroti

Wiecie jak to jest kiedy już któryś raz z rzędu planujesz wstawanie z samego rana, bieganie, prysznic i śniadanie i rozpoczęcie dni napakowanych po bicepsy produktywnością? I co się później okazuje? Totalna klapa, bo to, bo tamto, bo brzuch wygrywa symfonię, bo noga boli, a później cały dzień spędzasz z kuzynami, którzy do ciebie przyjechali. Starasz się wcisnąć odrobinę rzeczy, które zmienią twój świat na lepsze, piękne niczym z reklamy Nutelli, ale dni są monotonne jak zupa z mlekiem i makaronem, której zawsze nie lubiłam. Ale wiecie co? Dobrze odpocząć od tego planowania i list to do. Wstajesz, według planu masz niby zająć się wreszcie czymś konkretnym, po kolei realizować listę, a okazuje się, że… trzeba iść do sklepu. Plany cierpią, ale idziesz. I potem maszerujecie przez miasto z samym papierem toaletowym każdy, bo w sklepie nie dali reklamówek, a ludzie śmieją się z was w rękawy. Później też nie ma czasu, bo oglądacie filmiki ze śmiesznymi tekstami z Wieśka 2. Wtedy jest fajnie i nic innego cię nie obchodzi. Zupełnie tracisz rachubę czasu. Dni mijają szybko. Za szybko. I choć monotonnie, to w swój urokliwy sposób. Teraz dopiero to zrozumiałam, gdy już wyjechali. Że od tej pracy nawet w wakacje (ekstrawertyczne życie jak z reklamy czeka) trzeba odpocząć, wyluzować, nazbierać wspomnień, a dopiero potem powrócić nagle do tych wszystkich „głupich”, innych spraw:  do pasji, do czytania blogów, do ćwiczeń, zdrowych posiłków bez chipasów, do spokojnych nocy bez oglądania po nocach filmów. Dobrze jest odpocząć od zajęć i planów. To oczyszcza. Potem zawsze przychodzi jednak czas na powrót do rzeczywistości (jednej z wielu) i się do niej przyzwyczajenie. Ale tam też nie musi być tak źle.

Mimo, że te wakacje zleciały szybko i w trakcie trwania wydawały się zwykłymi dniami, to teraz, gdy się kończą, uznaję, że były super. Wydaje się, że zleciały w tempie ekspresowym, ale właściwie to dużo się działo. Od kilku lat zapisuję w specjalnym pamiętniku (który każdy upoważniony czyta, gdy do mnie przychodzi ;p) każdy dzień moich wakacji. Dlatego mogę powiedzieć Ci, co robiłam np. 16 lipca 2009 roku. Po co? By sobie przypomnieć, bo wiadomo, że pamięć jest ulotna.

Kiedy teraz przeglądam dni tych wakacji, dochodzę do wniosku, że działo się dużo. Przeprowadzka, nowy pokój, tłumaczenie angielskiego małym dzieciom, jazda na motorówce (polecam!), parki linowe, plażing, jedzenie (o tak! Jak danego dnia nic się nie działo, zawsze można napisać co było na obiad, ot, ciekawe wydarzenie), kolejki górskie, koncerty, kabarety, nocne oglądanie filmów i seriali, malowanie paznokci, czesanie się w ogrodzie, genialny obóz, wchodzenie do fontanny, tańczenie na środku ulicy, darmowe lody ciasteczkowe przez kilka dni, pobyt w ekskluzywnym hotelu z wypasem jedzenia i pary w jacuzzi, jazda na rolkach, basen, kino, rowery, zakupy. Tak, te wakacje były udane. Zabraniam sobie tęsknić za szkołą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s